Strona:Władysław Orkan - Pieśni czasu.djvu/34

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


„Od powietrza, głodu, moru i wojny“ —
............
jak głucho wpadają słowa
W otchłań czarną, bezdenną — —
Nadzieja z wichrem przegnała...

Człowiek podnosi z ziemi
Twarz od rozpaczy senną:
Czyś Ty, o Boże, Skała?
A my mrowie pod stopami Twemi?
Któż nas zachowa?!
Oto-śmy jako naci
Pod mrozem Twego gniewu —
Złe powietrze nas traci,
Głód ścina — —
Prosimy Cię na rany boskie Syna
Ochroń nas od zawiewu,
Który z północy sunie...
Chcesz lud swój wszystek widzieć w trunie?
Oto stajemy tu przed Tobą, głodni —
Obacz krew naszych żył,
Żali zdrowego koloru —

Czy nie dość głód nas zbił?
Chroń nas od moru!
Jeśliśmy grzeszni, kary godni,
Ulituj naszych dzieci!
Wołamy po raz trzeci