Strona:Władysław Orkan - Nowele.djvu/56

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została skorygowana.


wykaz nieuczęszczających, ojciec zapłaci karę, — to znów klnie, wymyśla, że go zdzierasz!... I tak zawsze. Przyjdzie inspektor, — to dziwi się małemu postępowi, mnie dyscyplinarkę wytacza... I za co?... Za to, że z prawdziwym poświęceniem pracuję, chcę, by dzieci, dorósłszy, nie były takimi ciemnymi jak ich ojcowie... I to jest moje życie. Nie o takiem ja marzył, wstępując w ten stan najnędzniejszy. Mnie on wtedy zdawał się apostolskim. Myślałem, że wszedłszy między ten lud nasz kochany, z zapałem spełnię nasz obowiązek patrjotyczny — oświecania go książką i słowem, przykładem i zachętą... Zczasem poznałem marność tych ideałów. Spotykając wszędzie niechęć i nieufność ze strony chłopów, ostrą krytykę zgóry, trapiony przy tym nędzą i ciągłem staraniem się o chleb codzienny, zwłaszcza gdy Pan Bóg i rodziny mi przysporzył, wówczas rzekłem sobie: „Nic nie warto robić!...“ Machinalnie spełniam już teraz obowiązki — życie zabiło we mnie zapał, z jakim wszedłem do tego zawodu, i dziś jestem maszyną rozstrojoną, w której tylko odnajdziesz same dźwięki: zwątpienia, goryczy, prawie że rozpaczy! Takie jest moje życie...
Przestał — i łzy stanęły mu w oczach; podparł głową i w bezmyślną pogrążył się zadumę...
Pan Władysław słuchał uważnie dawno niewidzianego przyjaciela; współczuł z nim serdecznie... Teraz wstał — podszedł ku niemu i, ująwszy