Strona:Władysław Orkan - Nad urwiskiem.djvu/151

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


prosić, po rękach całować, coby raczył kupić. Żyd sie, wicie, ogania i droży, aże kupi za telo, za kielo sam zechce. Wnetki przehandlują i chłopy swoje laski; wnetki nie ostanie na budulec, ani na opał. Zaczkajcie ino rok, dwa...
Stanęliśmy na szczycie. Z polany okrągłej, widnej odslonił się wspanialy widok na ogołocone z lasu Gorce.
Te wręby calutkie — objaśniał mię chłop — od Lubomierza jaże do Olszówki, to posiadłości hrabiego z Przysłopia.. Hań, te góry nagie, co stoją przed nami, to hrabiego z Kamienice; a te pustacie na lewo, to pana mszańskiego... Ładne posiadlości! nima co rzec...
Kiwał glową z przekonaniem i wpędzał biczem woły do koszaru.
Czekałem na niego, patrząc na gołe, leżące pustką dokoła mnie góry...
— Ładne posiadłości! Nima co rzec...