Strona:Władysław Orkan - Herkules nowożytny.djvu/8

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została skorygowana.


życzliwości i wspominków jeszcze zadowolenie w sercu z tego. Ani takiej zapłaty hojnej za ten mizerny skrawek nie przypuszczał.
Z tym zadowoleniem lekkim poszedł między ludzi — i pokazało się dopiero teraz, że nie umiał żyć. Po prostu nie był do życia wyuczony. Czy temu, że sam się chował we większej części lat swoich pasając owce, potem woły po odludnych halach, czy z urodzenia był tak niepojętny — dość że już ojciec to widać spostrzegał, kiedy go z gruntu odcofnął, a i brat pewnie nie dla czego inszego odjął od niego tę resztę.
Tak — nie umiał żyć. I na cóż mu ta siła wielka, ten podpowalny wzrost, kiedy nie umiał kraść, cyganić przewijać się, podłazić, pochlebiać, być ślepym, głuchym, niemym, gdy tego trza było — no jednym słowem: nie był do życia sposobny.
Toteż gdy nigdzie przy ludziach nie mógł długo wybyć ani roboty w końcu u nich naleźć, a widział, iże innym, lichszym od niego w sile i umiejętności robót, dobrze się wśród ludzi wiedło, zaczął powoli poznawać niedołężność swoją. I to go jeszcze więcej onieśmielało do życia.
Straciwszy ostatnią służbę z powodu dosyć głupiego (iż nie mógł ten rok jakiś przepatrzeć spokojnie, jak gaździna oszukiwała męża poza oczy) stał się już całkiem bezradny i jeszcze bardziej tego wszystkiego, co się życiem nazywać zwykło, nierozumiejącym. Tak się mu to wszystko pomię-