Strona:Władysław Orkan - Herkules nowożytny.djvu/202

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


wicielską — z rodzaju Herkulesów nowożytnych — Kurzawy z Jurgowa, na jego zmagania się z potworem krzywdy i zła; ludzie w zwyczajnym porządku osiedziali doskonale się obchodzą bez jego nieproszonych interwencyj, prawo zaś panujące doraźny z niemi czyni porządek. Ci ludzie zresztą, nawet owi z „krainy kęp i wiecznej nędzy“, sami wcale skorzy są do posiewu krzywdy na własną rękę, do znęcania się np. nad bezbronna, pomyloną trochę istotą. Tymczasem ci właśnie, z biednych, najbiedniejsi, smutni pomyleńcy, wyłączeni poza nawias społeczeństwa, istoty upośledzone w rodzaju Wojtka-Szczepana, Cyrka, „Djabła“, oni to przyostali się w sercu Franka Rakoczego (z „epilogu“-samosatyry) najdłużej. A właśnie wieś z twardą obojętnością wypchnęla ich poza swój obręb. Wypadło więc i ją smagnąć na odlew biczem sarkazmu.
Nad takim zaś światem, kłębowiskiem małości i samolubstwa, czuwa nie prawo wyższego ładu, ale kamienna obojętność kosmosu. Tak to Orkan podówczas widział. Trzeba bowiem zaznaczyć, że miał on dość pomiernie naogół rozwinięty zmysł religijności (nie mógł się pod tym względem ani równać z Kasprowiczem) i w ciężkich swoich frasunkach kryzysu wewnętrznego z tej strony nie znajdował wspomożenia. Dla metafizycznego sensu istnienia nie miał on należytego wyczucia, nie szukal też w nim oparcia. W węższym zaś zakre-