Strona:Władysław Orkan - Herkules nowożytny.djvu/139

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


— Już nie myślę.
— Albo wiesz... Ale nie śmiem cię prosić... Boję się, że znowu cię urażę...
Mów, moje złote, nie urazisz mię...
— Kiedy...
— No proszę...
— Chcialam cię prosić... żebyś napisał wiersz... o tym sępie. Tak, jak to czujesz... i z dedykacją dla mnie...
— Spróbuję... choć trudno będzie...
— Ach, jakżem ci wdzięczna! Dziękuję ci, najdroższy. Będzie prześliczne! Już widzę. Ty sam nie możesz ocenić. Tylko wszystko tam włóż: i Tatry, i burzę, i grzmoty, i to... jak ci serce rani... rozrywa...
Prometeusz z uśmiechem, wstając:
— Wszystko, wszystko napiszę... spróbuję...
— Będzie prześliczne! mówię ci. Mój... poeta!
— Jak ty umiesz pętać...
— Srogie te więzy?
— Rozkoszne.
— Już nie żałujesz tamtych?
— Ani myśli...
— Będziemy szczęśliwi! Promuś!... Będzie nam dobrze, jak nikomu z ludzi! Będziemy mieszkać w lecie na wsi — w zimie w mieście... Mieszkanie urządzimy ślicznie. Sprawimy sobie meble zakopańskie...