Strona:Władysław Orkan - Herkules nowożytny.djvu/11

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została skorygowana.


zdawać, jakoby trzy postaci różne przed nim stały.
Pierwszy głos mówił:
— Miejże rozsądek, człowiecze, i kiedy cię ta gdowa rada widzi, coś zaprzeszłego roku u niej służył, to się z nią ożeń i będziesz miał miejsce. Przecie to szczęście dla ciebie. Wiesz, jak trudno nie mającemu majątku przyżenić się do gruntu. Sam uważ...
Ten głos nie był mu do znaku obcy. Tak, to samo, baczy, radziła mu życzliwie jakaś niewiasta czy też kumoszka nawet onej gdowy.
A drugi głos powiadał:
— Jeżeli chcesz mieć długie życie, to strzeż się zwad i bitek. A najlepiej, żebyś się pozbył przesądów i ostał kościelnym dziadem.
Ten głos w nim samym się zrodził; ale Kurzawa najmniej sobie wierzył, przeto się nawet nad tym głosem i nie zastanawiał.
A trzeci głos podszeptywał:
— Najlepiej jedź we świat. Świat szeroki, któż zgadnie, możesz natrafić na szczęście. Ani wiesz nawet, co cię czeka. Przy tym obaczyć możesz cuda różne...
I ten głos, zdało mu się, choć trochę inakszy, już słyszał gdzieś, od kogoś, niedawno... Ale ba! tak — istotnie — od karczmarza, który go w zeszłą dopiero niedzielę namawiał, aby ostał u niego furmanem. Jeździłby jeno po tabak za