Strona:Władysław Orkan - Herkules nowożytny.djvu/10

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została skorygowana.


Na kimże się tu mścić?
Z tego zabrał się z gminy, zaszedł na odludne działy, które graniczyły z wsią sąsiednią — a że był głodny i zmęczony, siadł na rozstajnych drogach i nie widząc nikogo z ludzi, jeno pustkę, rzekł głośno, z przekonaniem:
— Nie ma sprawiedliwości.
Potem, gdy sobie, dumając długo, udowodnił na wyraźnych, bo niedawno przeżytych przykładach, iże prawdę powiedział, nie kłamstwo, spytał się znowu tej pustki:
— Co czynić?
A że go już raz szarpnęło do bitki — choć to była jeno złuda, co go napastnęła — tym pilniej ponowiła się teraz ta chętka:
— Chyba iść i prać z kraja — wszystkich — bez wyjątku... bo tu każdy coś winien...
Ale zastanawiając się nad tym obaczył, iż się to nie da tak łatwo wykonać. Gdyby wszyscy ludzie stanęli przed nim w jednej postaci, na przykład w postaci smoka, jaki mu się w tym omamieniu pokazał — to rzecz byłaby nietrudna. Ale tak... po jednemu... Odrzucił ten zamysł.
Widząc się zaś rzeczywiście na rozstajnych drogach, znowu w bezradzie pomyślał:
— Co czynić?
Wtedy to odezwały się trzy głosy — każdy z osobna i inaczej — tak iże mu się nawet mogło