Strona:Verner von Heidenstam-Hans Alienus.djvu/70

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


Powiedzcie mamie, że spędzimy tu wieczór na popijaniu. Zbierzcie się jutro rano wczas, a pojedziecie wraz z nami na wycieczkę.
Rzekłszy to, zamknął drzwi i wrócił do stołu.
Jason usiadł, pogwizdywał i gryzł figi. Kobiece jego, małe, krągłe ręce gmerały w pudełkach, a pozbawiona zazwyczaj wyrazu twarz ożywiła się trochę. Oświadczył, że jeśli się chce żyć szczęśliwie to nie dość chwytać tu i owdzie małą chwilę, ale należy czynić to stałe, z dnia na dzień, a przeto plan wycieczki Almeriniego jest bardzo rozsądny. Zaproponował, by się spotkali o ósmej przy Porta Maggiore, a Hans Alienus wyszukał gdzieś duży wóz, zaprzężony w dwa woły. Szkoda tylko, dodał, że dziewczęta nie mogą dziś uczestniczyć w zabawie! Wreszcie zakończył uwagą, iż Betty to bardzo zdolna i inteligentna panna.
— Ładnaby z was była para! — rzucił Hans.
Gdy się za chwilę schylił nad pudełkiem cygar, trącił go Almerini i szepnął:
— Jeśli ten biedak przypomni sobie jutro twe Iłowa, to będzie cię nienawidził do końca życia! Trudno uwierzyć jaką ma pamięć!
Siedzieli we trójkę przy stole, chcąc się teraz przynajmniej zabawić. Ale chłód panujący w pokoju dokuczał im coraz bardziej.
Mijały godziny, Jason zasnął na krześle, Almerini ziewał. Przemarzły i znudzony Hans wstał wkońcu pożegnał się, przypominając spotkanie o ósmej przy Porta Maggiore. Była dwunasta.
Wchodząc ze świecą do przedpokoju, zobaczył stojące szeregiem na podłodze trzewiki dziewcząt, zabłocone podczas przedpołudniowej przygody. Do-