Strona:Verner von Heidenstam-Hans Alienus.djvu/63

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


Od kiedy Betty zatraciła skłonności religijne, nawykła, żyjąc w domu, w otoczeniu kilku przyjaciół, patrzyć na świat pod kątem kilku specjalnych książek i czasopism, a skutkiem tego niektóre wyrazy i frazesy nabrały w jej oczach pewnej świętości. Miała dużo sprytu, a przeniesiona w nowe warunki, uległa bezwiednie ich wpływowi, to też świadomość tego dotykała ją zawsze.
Odsunęła z grymasem książkę, ale Hans podniósł natychmiast palec wskazujący i średni, a Giggja opowiedziała ojcu o przymierzu zawartem w piekarni. Almereni pokosztował już wina, to też odzyskał humor i szybko biegał po pokoju, aż mu polatywały u kostek cienkie, jasno popielate spodnie.
— Jeśli mamy dopełnić waszego ślubowania, — zawołał donośnie, — to nie sprzeciwiajmy się Alienusowi. Nawykł on przesiadywać w swej pustelni pod murem miejskim. Chce mieć tam maksimum siebie samego, a minimum innych rzeczy. Jakże, tego zrozumieć nie możecie, dziewczęta? jest to władca swej duszy. jest to państwo w państwie, państwo na dwu nogach, mogące się poruszać wedle woli. Jeśli ma dość Rzymu, zabija deskami okna i idzie. Gdyby doń przybył Ojciec Święty, powie: Nie mam dziś czasu, Wasza ŚwiętobliWość, proszę się zgłosić jutro, o ósmej z rana! Nie ma on władzy nad sobą, ojczyzny, rodziny, ni wrogów.
— A może też i przyjaciół? — dodała Betty.
Hans wstał. Wziął Almeriniego pod ramię i wyciągnął z pokoju. Po chwili wrócili z dywanem, leżącym w salonie pod „warsztatem Eleny“, i jednym z wielkich, złoconych foteli. Rozpostarli pod oknem zielonawy dywan, wyobrażający pasące się sarny, dwie