Strona:Verner von Heidenstam-Hans Alienus.djvu/59

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


i zużytych wielce meblach. Pod jednem z okien stał okrągły stolik z stucznemi kwiatami, nożyczkami i miseczkami farb. Zwano go „warsztatem Eleny“. Była to biedna siostrzenica pani domu, przyjęta jeno w celu zawiadywania gospodarstwem, o które nie troszczyły się ani Giggja, ani pani Elżbieta. Chcąc coś zarobić, Elena wzięła się do sztucznych kwiatów.
Podano w niepozornej jadalni śniadanie z mnóstwem sałaty, a odrobiną jeno mięsa. Kotlety były już naprzód pokrajane, tak że największy nawet kawałek rozpàdał się w małe kostki na widelcu chytrego łakomca. Rychło skończono jeść. Jason legł spać na połamanej, trzcinowej sofie w jadalni, a reszta wróciła do salonu. Postanowili, korzystając z czasu, zabawić się wesoło. Chcieli naprawdę, ale mało tego było, jeśli ich spisek miał stać się faktem. Szeptem zapadła uchwała zdobycia pokoju Jasona. Jason znał jeno dwie rozkosze życia, jedzenie i tytoń. Stancja jego była spiżarnią, z której uzupełniał skromne racje żywności pani Almerini. Kupował tanio wszelkie produkty jadalne i gromadził po szufladach i stołach, nie zapominając nigdy na odchodnem zabrać z sobą klucza, by dziewczęta nie uczyniły spustoszenia.
Jason spał na sofie w jadalni, a klucz wyglądał mu z kieszeni surduta, zwisającego ku posadzce. Giggja zdjęła trzewiki, przemknęła ostrożnie ku niemu, ale w chwili, gdy chwytała zdobycz, Jason otworzył pestkowate oczy i obrócił głowę, ona zaś uciekła przerażona. Po krótkiej, szeptem wiedzionej naradzie oddano sprawę w ręce Alienusa, który miał, jak wiadomo, we wszystkiem szczęście.
Zdjął trzewiki, podszedł w pończochach wyzywająco spokojnie, po zimnej posadzce, wyjął poprostu