Strona:Verner von Heidenstam-Hans Alienus.djvu/56

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


II.
WIECZÓR ZWIĄZKOWY, NA KTÓRYM NIKT NIE DOTRZYMUJE ŚLUBOWANIA.

Przeraziła się bardzo Elena, kiedy deszcz jął tłuc o drzwi szklane piekarni. Cóż powie matka Giggji, pani Elżbieta, tak zawsze dbała o formy towarzyskie, na tę długą nieobecność młodych i... i to w taką właśnie pogodę! Giovanni nie miał też dziś zwykłego, pilśniowego kapelusza, ale piękny, nowy, nie znoszący deszczu, który miał wyraźnie przykazane szanować. Elena mu go z rąk, wyczesała starannie rękawem sukni, dając przytem burę służącemu, jakby bezmyślność jego było przyczyną, że Bóg zesłał ulewę na ziemię.
Betty chodziła tymczasem z rękami na plecach, krokiem energicznym, oświadczając, że nie jest z cukru i doskonale znosi wodę. Zresztą do Almerinich, rodziców Giggji, kilka ledwo kroków. Chcąc dać dobry przykład, wyszła na deszcz.
Jason żalił się i paplał, niby stara baba. Przy jego pomocy zrobił Alienus rachunek z piekarzem, który otrzymał osobne uściśnienie dłoni za nieład, jakiego narobiono w sklepie. Doprowadzili go nawet do takiej życzliwości, iż im pożyczył ogromnego,