Strona:Urke Nachalnik - Żywe grobowce.djvu/80

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


Tylko życie zmusza mnie narazie pozostawać przy tem. Tu trzeba być bez serca, trzeba być twardym jak stal, nieczułym na ludzkie cierpienia. Przecież i przestępcy należą do społeczeństwa i są ludźmi, jak i ja. Nie chcę i nie mogę być katem ludzi nieszczęśliwych, jakimi wy jesteście.
Łza, którą ledwie zauważyłem, zawisła mu na policzku. Mnie także oczy zwilgotniały. On udawał, że tego nie widzi i ciągnął dalej:
— Powiedzcie mi prawdę, co wyście o mnie myśleli, gdy was zamknąłem do lochu? Do lochu, w którym ja sam nie wytrzymałbym pięciu minut! Przeklinaliście zapewne mnie i całą moją rodzinę, ludzi i Boga, że was stworzył. Wiem to i rozumiem, o czem w takich chwilach człowiek myśli. Powiem w am jeszcze coś, w co zapewne nie uwierzycie. Gdy wpakowałem was do tego grobu; stałem pod drzwiami i może więcej cierpiałem od was. Udawałem jednak nielitościwego, skamieniałego. Zapytawszy was, czy się przyznajecie, odszedłem do kancelarji, grając rolę inkwizytora. Jednakże cały dzień nie miałem spokoju. Przy obiedzie żona zauważyła moje zdenerwowanie. Chcąc sobie ulżyć, opowiedziałem jej wszystko, starając się przedstawić was w jak najgorszem świetle, aby pochwaliła mój postępek. Żona jednak bez słowa oddaliła się ode mnie i na głos się rozpłakała. Wybiegłem z dom u do kancelarji, zamknąłem się w swoim gabinecie. Wyrzuty sumienia wzrastały z każdą chwilą. Starałem się upominać siebie, że inspektor i to inspektor policyjny, nie powinien mieć babskiego serca. Wszystko było daremne, nie wytrzymałem i kazałem was tu przyprowadzić.
— Myślę, że po tem wszystkiem, co wam teraz powiedziałem, zasłużyłem na wasze zaufanie i będziecie ze mną teraz rozmawiać nie jak więzień z inspektorem, tylko jak człowiek z człowiekiem, — zakończył swoją długą przemowę.
Podczas całego wyznania i wywodów doznawałem różnych uczuć. Na początku myślałem sobie: Mądry i cwany lis. Nabiera mnie, ale ja się nie dam, postanowiłem w duchu. Później zaś mimowoli zacząłem nabierać zaufania tak, że o mało nie rozbeczałem się nagłos. Przy końcu zaś wydało mi się, że trochę już za dużo udaje dobrego. Zacząłem nanowo podejrzewać, że do mnie podchodzi okrężną drogą