Strona:Urke Nachalnik - Żywe grobowce.djvu/44

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została skorygowana.


Żydów, chrzcił nas, nadając nam czysto rosyjskie przezwiska. Mnie naprzykład wołał podczas lekcji: „Swołocz“. Na innych zaś moich współwyznawców wołał: „Moszennik“, „Sumasszedszij“, „Durak“, „Skotina“, „Obiezjana“ i t. p. Wiele nadawał nam podobnych przezwisk; a kiedy jeszcze któregoś dnia zaglądnął do kieliszka, krzyczał: „Jewrejskaja morda“. Czasami padało w naszym kierunku zwyczajem rosyjskim szerokie „J... t... m...“
Szczęśliwy byłem, kiedy po nauczeniu mnie na pamięć wszystkich tytułów tak płodnej rodziny carskiej, nastąpiła zmiana „ofiar“; przyznaję się szczerze, że czułem się wówczas bardzo zadowolony.
Myślałem nad tem, dlaczego ten nauczyciel tak dobrze się do mnie odnosi, mimo że jestem Żydem i do tego więźniem. Zawsze odpowiadał mi łagodnie na moje naiwne pytania, jakich zadawałem mu bardzo wiele.
Przypominam też sobie, jak czytał „Ogniem i Mieczem“ i „Potop“. Każde jego słowo utkwiło mi poprostu w pamięci, tak mi się spodobało. Kmicic i pan Wołodyjowski tak mi zaimponowali, że w dzień i w nocy o nich myślałem. Mógłbym nawet wtedy dokładnie określić ich wygląd zewnętrzny. Raz nawet Oleńka mi się przyśniła... Zagłoba zaś śnił mi się tylko wtedy, kiedy byłem głodny. Stał wówczas zawsze przede mną z wielkim salcesonem w jednej, a butelką wódki w drugiej ręce. Nieraz przez tego opoja zasnąć nie mogłem, gdyż z jego ukazaniem się głód zawsze się zwiększał.
Ach, jaki wtedy zły byłem na Zagłobę. Życzyłem mu, aby on się dostał do „Czerwoniaka“, choćby na jakieś sześć miesięcy, i popróbował, co znaczy głód. Wtedy napewno przestałby kpić z głodnych.
Miałem też żal do autora tego dzieła: poco jeszcze tego grubasa i opoja w swojem opowiadaniu ku mojemu utrapieniu umieścił?
Prócz szkoły i bohaterów powieści, którzy zajmowali mi czas w nudnem życiu w więzieniu, miałem też pewnego przyjaciela, który także przyczyniał się nieraz w smutnych chwilach do odzyskania lepszego humoru. Owym przyjacielem był nie kto inny, tylko marna mała myszka. Wiele przyjem-