Strona:Urke Nachalnik - Żywe grobowce.djvu/245

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


głem w żaden sposób. Pluskwy i pchły widać długo już tu nie miały smacznego kąska, to też teraz rzuciły się na mnie atakując tak zawzięcie, że zmuszony byłem do rana wędrować po celi.
Zaraz też zrana zawołano mnie nadół do kancelarji. T u spisano protokół i objaśniono mnie, że jestem wolny. Po chwili już, niewyspany i głodny, wlokłem się znowu przez ulice Warszawy.

XLI.

Było już dawno po południu. Droga z Warszawy na Pragę przez most Kierbedzia była przepełniona wozami ciężarowemi, ludźmi i autami. Kroczyłem po chodniku, zataczając się jak pijany. Słyszałem nawet kilka niepochlebnych uwag eleganckich dam, rzuconych w moją stronę. „Upił się jak Świnia“, — rzuciła otyła dama, — „a teraz przewraca się na nogach“. „Lepiejby sobie ubranie sprawił, — dorzucił inny, — niż wydawał pieniądze na wódkę“. — „Z rozkoszy się nie upił“, — dodał jeden z przechodniów, z ubrania podobny do mnie.
Stanąłem na moście i przypatrywałem się Wiśle. Sugestjonowała mnie ona tak, że gdyby nie przechodzący policjant, który trącił mnie mówiąc, że nie wolno się tu zatrzymywać, na pewno skoczyłbym w jej nurty. Ruszyłem przed siebie na Pragę.
Znałem dobrze Pragę, więc nie szedłem taką ulicą, gdzie wiedziałem, że mogę spotkać znajomych z dawnych czasów. Szedłem ulicą Targową, myśląc, skądby wydobyć tu choćby na funt chleba. Sprzedawcy uliczni kroczyli niedaleko mnie, okrzykami wychwalając swój towar. Kobieta w starszym wieku podsunęła mi kosz z obwarzankami pod sam nos i zawołała: Trzy za dziesięć, trzy za dziesięć! Znaczyło to trzy obwarzanki za dziesięć tysięcy marek. Zapach boskiego daru uderzył mnie jak policzek i zatoczyłem się jak pijany. Kobieta była już o kilka kroków ode mnie i wykrzykiwała jeszcze bardziej zawzięcie swoje: Trzy za dziesięć. Nagle, jakgdyby obcym głosem, wydarło mi się z gardła: