Strona:Urke Nachalnik - Żywe grobowce.djvu/13

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została skorygowana.


MOTTO: Więzień jest trupem człowieka żywcem pogrzebanego w grobie... Ale jest to trup myślący. Nieraz nawet — twórczy.
I.

Radość moja i kolegów po rozkuciu z kajdan była bezgraniczna. Ściskaliśmy się wzajemnie i śmieliśmy się napół głupkowato. Maniek w uniesieniu krzyczał na cale gardło: „Psia jego mać, niech żyje Polska!“
Władza, stojąc na korytarzu i widząc naszą radość, śmiała się wraz z nami.
Po chwili jednak, wracając po schodach na górę, ostygliśmy nieco z naszego radosnego zapału; z pewną niechęcią każdy zosobna pozwolił się wepchnąć zpowrotem do swojej celi.
Stanąłem nieruchomo pośrodku celi. Ogarnęło mnie przykre uczucie osamotnienia. Spojrzenie moje przesuwało się po żelaznych kratach okna, zza którego głucho dobiegały mnie radosne okrzyki więźniów.
Naraz przez kraty przedarł się jaskrawy blask ognia. Momentalnie wdrapałem się na górę i otworzyłem okno. Ujrzałem budynki stojące w ogniu: to Niemcy, umykając z Polski, podpalili prowianturę przy dworcu.
Szelest przy drzwiach mojej celi zmusił mnie do zejścia z okna. Nasłuchiwałem. Słyszałem stuk otwieranych i zamykanych drzwi na korytarzu i przygłuszone kroki, biegnące po schodach nadół i zpowrotem.