Strona:Urke-Nachalnik - Gdyby nie kobiety.djvu/30

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


sowaniem. Teraz zrozumiał dlaczego jej dziwny śmiech był mu „skądinąd“ znany. Zaimponowała mu szczerym przyznaniem się z przynależności do światka przestępczego.
Szczupak przemówił do niej łagodniejszym tonem:
A więc to pani na nich wpłynęła, by mnie nie skrzywdzono. Ale może mi pani wytłumaczy, co za związek z tamtym wypadkiem miał pani cyniczny śmiech, który kilkakrotnie podchwytywałem? Z kogo pani wówczas szydziła, czy czasem nie ze mnie?
— Panie komisarzu, z tymi ludźmi można wszystko zrobić, ale w pogodnym i wesołym nastroju. Miałam trudną przeprawę z ukochanym, od którego decyzji zależało wówczas pańskie życie.

— W imię czego pani to uczyniła?
— We własnym interesie.
— Jak to mam rozumieć?
— Gdy zobaczyłam pana związanego i bezradnego w piwnicy, litość we mnie wezbrała postanowiłam pana uratować. Po drugie, wiedziałam, że przyjdzie czas. kiedy będę potrzebowała pańskiej pomocy... Wiele słyszałam o pańskich talentach. Wiedziałam, że prędzej czy później będzie pan następcą Wołkowa. Takie stosunki zawsze mogą się przydać.
— Pani znała Wołkowa? — zapytał Szczupak.
— Oho!...
Szczupak zastanowił się przez chwilę, po czym za pytał:
— Skąd pani znała Wołkowa i w jaki sposób zbliżyła się pani do niego, o czym wolno mi przypuszczać, sądząc z pani odpowiedzi.
— Pan staje się zazdrosny?.. — znów roześmiała się „zimna kokota“ — Wołkow miał być moim kochankiem — rzuciła bez żenady.
— Wołkow?