Strona:Urke-Nachalnik - Gdyby nie kobiety.djvu/29

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


Szczupak bał się dziwnie kuszącego aromatu, który bił od „zimnej kokoty“.
— Jak widzę — ciągnął dalej Szczupak — pragnie mnie pani zainteresować raczej swoją osobą, a nie rewelacyjnymi doniesieniami na pewien temat... Tu nie miejsce na flirt.
„Zimna kokota“ odpowiedziała na słowa Szczupaka śmiechem.
— Ten śmiech jest mi znany. Również gdzieś musiałem panią widzieć. Ale szkoda czasu na tego rodzaju rozpamiętywania. Jestem, niestety, bardzo zajęty. Musimy przystąpić do sprawy.. Jeżeli ma mnie pani coś do zakomunikowania...
„Zimna kokota“ naraz spoważniała. Dokończyła palenie papierosa i przyjąwszy poważny wyraz twarzy, rzekła:
— Panie komisarzu, jeżeli dziś pan piastuje tak wysoką godność, niemała moja w tym zasługa.
— Nie rozumiem pani.
— Zaraz panu to przypomnę. Czy pamięta pan, jak to było przed kilkoma tygodniami, że leżał związany w piwnicy?
Szczupak chwycił ją za rękę:
— Skąd pani o tym wie? Kim pani jest? I kto pani opowiadał o tym wydarzeniu?
„Zimna Kokota“ flegmatycznie zapaliła drugiego papierosa i rzekła spokojnie:
— Mnie pan zawdzięcza swoje życie. Ja pana wówczas uratowałam.
— Pani? — spytał zdziwiony Szczupak.
— Tak, mnie pan ma do zawdzięczenia swoje ocalenie. Jak pan się domyśla, należę do ludzi nocy... Nazywają mnie „zimna kokota“ — roześmała się cynicznie. — Tak „zimna kokota“. Czy pan, panie komisarzu, już słyszał o podobnym pseudonimie kobiecym?
Szczupak przypatrywał się jej z rosnącym zaintere-