Strona:Urke-Nachalnik - Gdyby nie kobiety.djvu/23

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


O Wołkowie miał swoje zdanie. Ale nie umiał rozwiązać zagadki: w jaki sposób to się stało, że Krygier uciekł z celi aresztu, a tam — w celi — znaleziono Wołkowa w stanie obłąkanym...
Szczupak robił sobie wyrzuty, że odrazu nie skierował Krygiera do więzienia, skąd nie mógłby z taką łatwością uciec. Miał jeszcze jeden powód, dla którego nie powinien zbytnio badać tajemnicy: sam miał taki wypadek... Czyż nie przebywał w piwnicy ze związanymi rękami i nogami? Może i Wołkowowi coś takiego się przydarzyło?..

Od Wołkowa nie mógł niczego się dowiedzieć. Od krytycznej nocy zmienił się nie do poznania. Na wszystkie pytania odpowiadał głupkowatym uśmiechem, szepcząc po cichu niezrozumiałe dla nikogo słowa.
Uderzał wszystkich fakt, że Wołkow nikogo nie poznawał i nikt nie potrafił wzbudzić w nim zainteresowania. Nawet żony i dzieci nie poznawał, spoglądając na nich obojętnym wzrokiem. Stał się bogobojny. Dni i noce spędzał na modlitwie. Bywało, że budził się w nocy biegał po osobnej celi. Twarz jego przybierała surowy wyraz. Wydawał ostre rozkazy. Znów grał rolę komisarza. Ale po kilku minutach chował się pod łóżko. Płakał. Groził. Błagał.
Psychiatrzy, którzy mieli Wołkowa pod obserwacją, jednogłośnie orzekli, że jest nieuleczalnie chory. Ustalili, że trapią go wyrzuty sumienia, prześladują go różne wizje, ale odcyfrowanie tego, co się rozgrywało w jego umyśle, było niemożliwością.
Jedynego człowieka którego umiał rozpoznać był Szczupak. Na jego widok, Wołkow odzyskiwał jakby przytomność umysłu. Lekarze nie mogli sobie tego wytłumaczyć. Wołkow, na widok Szczupaka zbliżał się do niego, zatapiał w nim wzrok, jakby mu czynił ostre zarzuty. Szczupakowi robiło się nieswojo. Postanowił