Strona:Urke-Nachalnik - Gdyby nie kobiety.djvu/139

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została skorygowana.


Janek przybrał ponownie postawę cyniczną i rzekł:
— Czy na prawdę uważa mnie pan za takiego frajera? Takie tricki odpowiadają innej sytuacji, naprzykład gdy się zatrzymuje handlarza bajgiełkami. O ile pan sędzia życzy sobie komedii, proszę bardzo, możemy ją grać w dalszym ciągu.
Sędzia śledczy nerwowo zdjął okulary, które począł energicznie pocierać chusteczką, po czym temperował ołówek kolorowy, później zatopił wzrok w aktach.
— Ile razy byliście już badani przez sędziego śledczego.
— Wielokrotnie, ale za takiego naiwnego nikt mnie nie przyjmował... — odciął się Klawy Janek.
— I za każdym razem byliście tak cyniczni?
— Jakże inaczej odnosić się do was, sędziów śledczych?
— I sądzicie, że tak będzie dla was lepiej?
— Jestem tego absolutnie pewien.
Sędzia śledczy uśmiechnął się:
— Za takiego głupca nie uważałem Klawego Janka.
— A ja żałuję, że wpadłem w ręce takiego sędziego śledczego.
— Co? Jak śmiesz? Każe cię zakuć w kajdany — zerwał się sędzia, pełen oburzenia. — Zgnijesz u mnie w oddzielnej celi. To samo spotka także twoją przyjaciółkę.

Janek ledwie opanował się przy ostatnich słowach, by nie rzucić się na sędziego. Janka twarz skrzywić się do tego stopnia, że sędzia przeraził się. Krzyknął głośno. We drzwiach ukazali się natychmiast strażnicy, którzy w mgnieniu oka rzuciły się na aresztanta. Schwycili go za ręce.
— Wyprowadzić tego łotra i zakuć w kajdany! — rozkazał sędzia śledczy. — Ja ci pokażę, kanalio! Błagać będziesz że chcesz już zeznawać. Oho, wyśpiewasz mi