Strona:Urke-Nachalnik - Gdyby nie kobiety.djvu/118

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


le cierpienia, że Janek zapomniał o grożącym mu niebezpieczeństwie i odezwał się do Anieli:
— Nie bój się najdroższa! Obronię cię!
— Uciekaj! Uciekaj — ledwie wyszeptała. — Ojciec idzie... Zabije nas...
Janek był w duszy zadowolony z czekającej go przeprawy. Postanowił wyjaśnić sytuację, raz na zawsze.
Aniela ukryła się pod kołdrą. Nie chciała być świadkiem spotkania Janka z ojcem. Gdy jednak rozległo się pukanie do drzwi, wybiegła z łóżka i, otwierając drzwi szafy, zawołała:
— Ukryj się tam! — błagała. — Uczyń to dla mnie!
— Nie, muszę się z nim rozmówić! — obstawał Janek przy swoim. Przekręcił klucz w zamku.
Na progu stanął Stasiek Lipa.

W pokoju zapanowała śmiertelna cisza. Aniela nie śmiała podnieść oczu na ojca. Obaj mężczyźni zmierzyli się nienawistnymi spojrzeniami. Pierwszy zerwał się z miejsca Stasiek Lipa. Był siny, oczy wyłaziły mu z orbit. Żyły na skroniach napięły się, jak struny.. Powolnym krokiem zbliżał się do córki. Otworzył usta, by rzucić na nią słowa potępienia, ale w tejże chwili złapał się obiema rękami za klatkę piersiową i runął, jak długi u stóp córki.
— Ojcze!... — zawołała Aniela i schyliła się nad starcem.
Na myśl, że Klawy Janek może być jego zięciem lub że Aniela może oddała mu się, Stasiek Lipa stracił panowanie nad sobą.
Stasiek Lipa odnosił wrażenie jakby naraz cały świat zapadł się a wszyscy ludzie poginęli — i tylko on, jeden pozostał przy życiu, by spojrzeć ogromnej katastrofie w oczy. To, czego instynktownie przez