Strona:Ulicą i drogą.djvu/041

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


ODWIEDZINY


 
Pagórki cicho drzemią w słonecznej spiekocie,
Rozkosznie wyciągnięte jak tułowia kocie,
A jedwabisto-miękkie zbóż ozimych wiechy
Falują lekko, jak sierść — sennemi oddechy
Poruszana — zaś wietrzyk chłodny, nieustanny
Głaszcze je, jak ostygła ręka starej panny...
 
Przyrodo! twój dwór jasny znów mi się rozkwieca,
Wonny, bezładny — niby alkowa kobieca...
Zgrzybiałe grusze kręcą koronkowem czołem,
Zgorszone: skąd się tutaj bez pytania wziąłem?
Przyszedłem, stary chłopiec, do przyrody-ciotki,
Prosić, jak o karmelki — o rymy i zwrotki...

1922