Strona:Ulicą i drogą.djvu/025

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


DZIECKO W WÓZKU



Patrzysz na świat z wysokości swego wózka,
Jak się bawią ludzie starsi — tacy duzi!
Że aż palec z ciekawości trzymasz w buzi.
Twą głowisię jedwabistą wietrzyk muska
I na dwoje roziskrzonych ślepek
Raz po razu koronkowy spada czepek...
 
Twoja niania, panna Frania, ma rendez-vous;
Pan Wincenty — wszak przystojny to kawaler!...
Ciepło wkoło — pełno słońca — pełno śpiewu —
Wietrzyk szemrze — jaśminami pachnie szpaler —
Ptaszki w gąszczach wiją sobie gniazdka...
Miło siedzieć na ławeczce gryząc ciastka...

Czemuż, dziecko, tak cię śmieszą zakochani...?
Siedź spokojnie w ceratowej swojej budce!
I ty przecież takie duże będziesz wkrótce
I ty przecie pójdziesz w ślady panny Frani...
Każdy wiek ma odrębny przywilej:
To jednego, to drugiego bawi milej...

Patrz, jak raźno, poszczekując, biegnie piesek!
Jak przekupce dwaj andrusy coś uskubli!