Strona:Ulicą i drogą.djvu/024

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


ZAUŁEK


 
Domy szare, ustronne, jak tabaka w rożku,
I wszystko tu oddycha staroświecką wonią.
By cię nie budzić, Czasie, ty zgrzybiały śpioszku,
Omnibusy stąd nawet i tramwaje stronią.

Śpią tu wieki pod derą zielonawej śniedzi,
Kinal wieżycy skrzypem chorągiewki chrapie;
Ciemny portal bezzębny słowa jakieś cedzi
O państwach, co na żadnej nie istnieją mapie.

Na płycie marmurowej nieczytelny napis
Ostatkami złoconej sławy czyjejś błyszczy,
I, jak plaster angielski albo też synapis,
Pstrzy sędziwą twarz muru — pełną szczerb i pryszczy.

Okna w łukach śpiczastych, jak nocna szlafmycka,
Więźba żeber — wychudłych — jak pierś, co już... nie śni...
Nie gardź dwudziestym wiekiem, epoko gotycka:
Niegdyś i twoi ludzie byli też — współcześni!

1921