Strona:Ulicą i drogą.djvu/021

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


W PORTOWEM MIEŚCIE



Domy, czerwonych dachów kryte fezem,
O pradziadowskim, suchotniczym typie,
Wybitych okien spoglądają zezem
Na nurt — co iskry sypie...

Okręty drzemią w powijakach lin,
Załoga dziś się pracą nie zatrudnia...
Wszystko ogarnął złotowłosy spleen
Letniego popołudnia.
 
Majtkowie, w arkad ukryci pilastry,
Na ziemię karty rzucają — i pieniądz;
Skłócone, nawzór szulerskiej hałastry,
Morze rwie się... szepleniąc...

Tam zaś z oddali — od przybrzeżnych knajp —
Stara piosenka nutą brzmi hulaszczą:
„Gesang und Wein und Weib!“
A fale cicho klaszczą...

1920