Strona:Tytus Czyżewski - Lajkonik w chmurach.djvu/50

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


MISTERJUM

Dęby jesienią złocone.
Wiatrem zimy rozdarte.
W polu stoją samotne
Śnieżnym biczem smagane.
A słońce złote jak dukat
Chmury rozdziera i niebo
Błękitne jak głębie jeziora
Z górskich głębin odsłania.
I księżyc błyszczy pod wieczór
I gwiazdy błyszczą w toni
Górskiego potoku co prycha,
Jak rumak szalony pędzi
Na skały kamienne łożyska.
Osiedla zwolna ucichły,
Gwiazda wieczorna prowadzi
Gdzie żłób i siano pachnące,
Przez szumne wichry zasiane,
W górskich polanach zebrane.
U cichły dęby szumiące,
Ucichły sosny śnieżyste,
Nie szumią chmury rozdarte,
Nie huczą potoki bystre.
Wśród tej ciszy, jak struny
Harfy wyniosłej zagrały
Chóry krasnych śpiewaków,
Ptaków o skrzydłach słonecznych.
Jest żłób i siano z kwiatów
Co latem w łąkach zakwitły,
Nad żłobem Matka schylona
Swe dziecko do snu kołysze.
I chór motyli-aniołów