Strona:Tytus Czyżewski - Lajkonik w chmurach.djvu/15

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


OBIE MARJACKIE WIEŻE:
(kłaniają się)
Chodźże tu miły hanie,
Ty polsko-mongolski chamie
To sprawimy ci lanie
Że cię na twoim Zwierzyńcu
Andry nie poznają
Chodźże tu z całą zgrają

Gdy wtem:
Wielkie drzwi kute
Kościoła się otwierają
Jak dwa
Skrzydła orła
Albo jak dwa wielkie
Pręgowane skrzydła motyla
Który do słońca się rozchyla
Staje w nich gromada mnichów
Z zapalonemi gromnicami,
Z kolorowemi latarniami
A na przedzie
Ubogi święty w połatanej sukni,
Boso.
Opasany grubym sznurem
Wężem szarym
Który wokoło piersi się zwija
Zygzakowata żmija
I rusza pętlicą
Sercowatą głowicą
Święty ma też na ramionach
Kilka małych ptaków
Jaskółek, czyżyków, dzwońców biedaków
Do jego ramion przypadli
Do dobrej świętej ptaszkarni
Każdy ptak się doń garnie.

JASKÓŁKI:
Święty ojcze Franciszku
Czy możemy siąść na brzeżku
Twojej łysej głowiny?

CZYŻYKI:
Czy możemy szukać po Twoich kieszeniach,
Może tam znajdziemy
Parę ziarnek siemienia?

ŚWIĘTY FRANCISZEK:
Latajcie, szukajcie. karmcie się do syta
Tylko nie poplamcie mojego habita,