Strona:Tytus Czyżewski - Lajkonik w chmurach.djvu/14

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


NIŻSZA WIEŻA:
Zobaczysz że z kościoła,
Z ciemnej zimnicy klasztoru
Wyjdzie do niego Franciszek
Ów święty kwiatek i mniszek
I ten go nauczy,
Że nie wolno pohańcom
Po mieście się włóczyć.

(A muzyka gra — a muzyka gra
Tłum huczy, tłum krzyczy
I Lajkonikowi 100 wiwatów życzy).
Przed kościołem Franciszkanów
Stanął Lajkonik potężny
We wielkim złotym turbanie
I z buławą w ręce
Rozdaje ciosy buławą na prawo, na lewo
Krzyczą, hihoczą panienki —
A kawalerowie
Dworscy i dowcipni w słowie
Przedrzeźniają dyszkant cienki
I targają za sukienki

A LAJKONIK
Potrząsa wielką na turbanie kitą
Która rzęsi deszczem złota
I konia złotemi uzdy
Wstrzymuje i buzdy-
ganem — jak girlandą z djamentów
Rzuca nad domy ku niebu —
I dębową twarz usępił,
Wielkiemi wąsami rusza,
Tym buńczukiem czarnej kiści
I gwiazdami oczu błyszczy

LAJKONIK:
Hej ludzie co tu jesteście
Pomnijcie na mą potęgę
Ja władam królestwem szynków
I mam głęboką gębę
Która jak Wisła pod Gdańskiem
Chleje i wódkę chłopską
I wineczko pańskie...
A teraz z moją gwardją
Jadę pohulać na rynek
I księciu Biskupowi się skłonić
I u Hawełki popaszę konie,
Pokłonię się wieżycom,
Marjackim siostrzycom.