Strona:Tryumf.djvu/9

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


wiając się nad tem, czemu to robi, bo jego siły młode do tego prą. Tak samo akcya potrzebna jest dla tych ludzi, którzy są do niej zdolni, dosyć na nią silni, śmiali i przedsiębiorczy.
Kiedy wypracowałem plan mojej budowy, zdawało mi się, że nie wytrzymam w biurze, nad stołem, mapami i cyrklem. W wyobraźni mojej widziałem to, co teraz widzę, zanurzałem się w las, topiłem się w tej topieli pierwotnego prabytu i nieraz, kreśląc linie, porywałem się od stołu z wniesionemi w górę rękami, z rozdętą piersią, z tłumionym krzykiem w ustach, ja, człowiek pierwotny, którego dusza rwała się do swojej ojczyzny, do swego domu! Tylko, że nie szedłem tam już tylko po to, aby tam żyć: miałem cel, szedłem z myślą, z wolą, z zamiarem, dziesiątkami tysięcy lat, całemi warstwami cywilizacyi odległy od swego ja z przed dziesiątek tysięcy lat.
Puszcza ustępowała nam zwolna i z oporem. Zdawało mi się nieraz, kiedy patrzałem w jary, zasypane rumem, pogruchotanemi pniami jodeł i buków, powydzieranemi z ziemi korzeniami, że gwałcona woła o jakąś karę i pomstę na mnie, i te sterczące ku górze gałęzie i korzenie wydawały mi się podobne do rozpaczliwie ku niebu wygiętych ramion jakichś tytanów i gigantów, które swawolny bóg wyłamał i pogruchotał. A tam