Strona:Tryumf.djvu/64

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


Kiedy Adam wyszedł z Raju, otwarł się przed nim świat, straszliwy świat.
Lasy wyciągały ku niemu grozą, z konarów swoich, z gęstwy i tumanu konarów wyrzucały ku niemu wicher, który go porwać chciał i wchłonąć w las, jak odpływ morza porwać chce i zatopić dziecko, co się nad wodą zbłąkało.
Rzeki ryczały ku niemu odmętem, ciskając się, jak olbrzymie, podrażnione węże, w nieprzewidzialnych łukach i skrętach, ogarniając ryczącem swojem cielskiem niedostąpione, suche przedtem przestrzenie, zalewając łąki i zagaje, a złe oczy gwiazd odbite w wodzie, ścigały go, gdy stąpał nocami po ziemi, samotny, jak klęska.
Morze, podobne do lwa, który przyległ przed skokiem, mruczało złowrogo, lub podobne do szczęk potwornych krokodylów, połykało góry nadbrzeżne i wyspy, grożąc ziemi całej śmiercią i zgubą.
Straszliwe orkany uderzały o ściany skalne, aby spaść stamtąd wrące, jak pożar, dławiąc i nisz-