Strona:Tryumf.djvu/162

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


„Buty całując jaśnie wielmożny wojewoda o darowanie życia błagał, nie zważając, iż prości to byczkowie na szubienicę go, jako zdrajcę miłej ojczyzny, wiedli.“

. . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . .

Tradycya to jest święta rzecz, podstawa wszelkiej przyszłości. Bez tradycyi nie mogą się rozwijać ani narody, ani społeczeństwa. Czcić ją jak świętość należy.
— Święte są słowa wuja.
— A thadycya i szlachta to synonim.
— Szlachecka tradycya jest jak drzewo, z którego dopiero konary wyrastać mogą. To też gdyby Czesi mieli szlachecką tradycyę — —
— Spodziewam się też, Fredzie, że dzieci twoje w pamięci i poszanowaniu wspomnień rodzinnych utrzymujesz — —
— Śmieszą mnie zawsze, proszę stryja, wszelkie napaści na arystokracyę rodu. Bo można zostać królem, można zostać cesarzem, można zostać nawet papieżem, ale nie można zostać arystokratą, kto się nim nie urodził.
— Tak samo, jak artystą–ą.
— Ah ty, Fomiu, zawsze ze swojemi sztukami pięknemi!
— Zhesztą, mój dhogi, ahtyści są tylko dla siebie, nie zaczynają hodów. Czy jest jaki książę Dante, hhabia Buonahotti, albo Fheiheh von Goethe?