Strona:Tryumf.djvu/145

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


— Pathrz? Wiktoh Paskudzewski sphrze-dał Paskudzewo komisyi kolonizacyjnej.
— A jeżeli mu tak było dogodnie —
— To nic! Ale mu tu w tej Fomiowej gazecie sthasznie wymyślają. Od sphrzedawczyków i zdhajców! Hodzina się go wypahła!
— A bo to był zawsze głupi człowiek! Któż tak robi! Sprzedaje się niby jakiemu panu Kubalskiemu, czy Fubalskiemu i od tego pana Kubalskiego, czy Fubalskiego niby kupuje dopiero komisya kolonizacyjna. Sam sobie winien.
— Mój dhogi — ale to zawsze bahdzo nieładnie.
— Moja Pusiu — walka z wiatrakami. Dziesięć lat później, dziesięć lat wcześniej. Poznańskie i tak stracone. Zresztą, proszę cię: czy Niemcy nie mają racyi? Interes swój przedewszystkiem. A te ordynarne i głupie wrzaski patryotyczne — ośmieszamy się tylko. Jak się komu taki psi pech trafił, że się urodził Polakiem, to uszy stulić i siedzieć cicho. Nic od nas nie słychać, tylko jęki i skargi Żeby taki Józio nie przegrał paru milionów w Wiedniu, taki Mikołaj niemiał pałacu w Paryżu, książę Adam nie był krewny Orleanów, a „Intrygant“ nie był wziął austryackiego derby: to dalibóg myśleliby, że u nas tylko wyjce. A ileż dostał Paskudzewski za majątek?
— Sześć milionów marek
— No, to przynajmniej zagranica będzie wie-