Strona:Thomas Carlyle - Bohaterowie.pdf/88

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


stygły. Dosięgnął czterdziestu lat, zanim się zająknął o posłannictwie swem z nieba. Wszystkie w nim nieprawidłowości, istotne lub przypuszczalne, zaczynają się po roku pięćdziesiątym, kiedy dobra Kadidża umarła. Cała jego, jak się zdaje, do owego czasu „ambicya“ dążyła do prowadzenia życia porządnego, a zwykła prosta opinia o nim u sąsiadów mu wystarczała. A więc miałby czekać chwili, kiedy zaczynał się starzeć, kiedy namiętność życiowa zużyła się i znikła, kiedy spokój zaczynał być najważniejszym dlań z darów świata, ażeby się rzucić w „szranki ambicyi,“ i ażeby, zadając kłam swemu charakterowi oraz całej przeszłości, wystąpić w roli nędznego i pustego szarlatana, celem zdobycia tego, z czego już nawet korzystać nie mógł! Co się mnie tyczy, nie wierzę w to zgoła.
O, nie! Ten syn pustyni, ze swemi pałającemi, czarnemi oczyma i duszą otwartą, towarzyską i głęboką, — innego coś, a nie ambicyę miał na myśli. Należał do tych wielkich dusz milczących, które tylko poważnie zapatrują się na rzeczy i które z woli przeznaczeń natury muszą rządzić się szczerością. Podczas gdy inni żyją według formułek i wszelkich „powiadają“ w zupełnem z siebie zadowoleniu, człowiek ten nie umiał się zmieścić w formułkach: wobec niego samego stała własna tylko dusza i rzeczywistość istnienia. Wielka tajemnica bytu, jakem rzekł poprzednio, patrzyła nań uporczywie w całej swej grozie i wspaniałości, nie istniało dlań żadne „powiadają,“ które mogłoby skryć ten fakt niewymowny: „jestem!“ Taka szczerość, jakeśmy to nazwali, zawiera w sobie istotnie coś boskiego: słowa takiego człowieka tworzą