Strona:Thomas Carlyle - Bohaterowie.pdf/71

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


się nie może. Teraz już wielki człowiek nie może za boga być uznanym.
Grubym było błędem to uważanie wielkiego człowieka za boga, możemy jednak powiedzieć, że po wszystkie czasy trudno wiedzieć, czem on jest, oraz jak należy go poważać i przyjąć! Najbardziej znamienną cechę w historyi pewnej epoki stanowi właściwy jej sposób witania wielkiego człowieka. Dla prawdziwie ludzkiego instynktu zawsze w nim musi tkwić coś boskiego, tylko za co mają go ludzie uważać: za boga, proroka, czy też za co? W tem tkwi wiecznie wielkie pytanie, i przez sposób, w jaki pewni ludzie na to pytanie odpowiedzą, niby przez małe okienko, będziemy mogli zaglądnąć aż do głębi ich serca, tudzież stanu ich duchowości. Albowiem w gruncie rzeczy wielki człowiek, taki, jakim wychodzi z rąk natury, jest zawsze jednego i tego samego rodzaju istotą, niezależnie od tego, czy zwie się Odynem, Lutrem, Johnsonem lub Burnsem. Spodziewam się uwidocznić, że co do pochodzenia swego ludzie ci są z jednej i tej samej gliny, — że jeśli się oni tak niezmiernie różnią, to jedynie ze względu na sposób, w jaki świat ich przyjmuje, i ze względu na formy; za to też jedynie są odpowiedzialni. Cześć dla Odyna dziwi nas. Paść na twarz przed wielkim człowiekiem w jakiemś delirium zachwytu i miłości dla niego, oraz czuć w sercu, że to mieszkaniec nieba, bóg! — zapewne jest to dość niedoskonałe; lecz przyjąć naprzykład Burnsa tak, jakeśmy go przyjęli, — czyż to mianowicie moglibyśmy nazwać czemś doskonałem? Dar najcenniejszy, jakim niebo może ziemię obdarzyć, „geniusza,“ jak mówimy, duszę człowieczą, istotnie z niebios na