Strona:Thomas Carlyle - Bohaterowie.pdf/326

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została skorygowana.


nie wygra na urządzeniu sobie mieszkania w domu szklanym. Człowiek zawsze powinien zachować prawo sądu o tem, w jakim stopniu wyjawić mu należy myśl swoje innym ludziom, nawet tym, których pragnąłby skupić naokoło siebie jako współpracowników. Ktoś stawi pytanie niedyskretne: zasadą jest pozostawić pytającego w takiej niewiadomości, w jakiej znajdował się przedtem. To właśnie, gdyby tylko była możliwą szczera odpowiedź, stanowiłoby treść wszelkiej odpowiedzi w takim wypadku, jaką chciałby dać każdy człowiek mądry i prawy.
Nie ulega wątpliwości, że Cromwell nieraz odzywał się w języku drobnych stronnictw podrzędnych, wypowiadając im część swojej myśli. I każde stronnictwo wyobrażało sobie, że Cromwell cały do niego należy. Ztąd to wypływała wściekłość ich wszystkich i każdego zosobna, skoro się ujawniało, że należał nie do nich, lecz do własnej swojej partyi! Czyż on zasługuje tu na naganę? W każdym okresie swoich dziejów musiał czuć niechybnie, iż gdyby wyjawił im głębszą, własną swoję intuicyę, musieliby albo zadrżeć i osłupieć wobec niej, albo też, gdyby jej uwierzyli, ujrzeć, że ich własna, drobna tudzież zaczerniona hipoteza doszczętnie rozpada się w gruzy. I nie potrafiliby wówczas pracować na jego polu, a co gorzej, nawet na własnem. Takiem przedstawia się stanowisko nieuniknione każdego wielkiego człowieka wśród małych Na każdym kroku widzimy ludzi małych, bardzo czynnych i pożytecznych, których cała działalność zależy od jakiegoś przekonania, dla nas dotykalnie ograniczonego, niedoskonałego, a będącego tem, co nazywamy błędem. Lecz gdyby nawet mącenie im