Strona:Thomas Carlyle - Bohaterowie.pdf/327

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została skorygowana.


tego przekonania stanowiło zawsze czyn dobroci, to czyż zawsze, lub choć często, nakazywałby go obowiązek? Niejeden z dokonywających głośnego w świecie dzieła opiera się jedynie na jakiejś tradycyi mizernej lub konwencyonalności, niewątpliwej w jego, a niegodnej wiary w waszych oczach: rozbijcie pod nim tę oporę, a zapadnie się w głębie bezdenne! „Mógłbym mieć pełną garść prawdy — powiadał Fontenelle — i tylko mały palec otworzyć.“
A jeśli jest to prawdą nawet w kwestyach doktryny, to o ileż więcej we wszystkich wydziałach praktyki! Kto nie umie myśli swej przy sobie zachować, nie zdoła nic znacznego dokonać. I takie to rzeczy zowiemy „brakiem otwartości?“ Cóż pomyślelibyście o kimś, kto zarzucałby brak otwartości głównodowodzącemu armią za to, że nie powiedział każdemu kapralowi, każdemu szeregowcowi, pytającym się natarczywie, co myśli o każdej rzeczy? Prędzej wolałbym powiedzieć, że Cromwell wywiązał się ze wszystkiego w sposób, wzbudzający podziw swą doskonałością. Cały wir takich „kapralów“ pytających krążył dokoła niego podczas całej jego działalności, on zaś odpowiedział istotnie każdemu. Musiał to być, oczywista, wielki tudzież prawdziwie widzący człowiek, skoro i co do tego panem potrafił pozostać. Nie dowiedziono mu żadnego fałszu, powtarzam: żadnego! O jakim człowieku, rzuconym w taki labirynt, umielibyście powiedzieć toż samo?

Ale, w istocie, dwa istnieją błędy, potężne a ważne, które do gruntu samego burzą nasze zdania o ludziach takich, jak Cromwell, o ich „ambicyi,“ ich