Strona:Thomas Carlyle - Bohaterowie.pdf/271

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została skorygowana.


niewymowna wielkość tej tajemnicy życia, i to niezależnie od tego, czy on ją uznaje, czy nie, i, co więcej nawet, kiedy zdaje się o niej zapominać lub jej przeczyć. Człowiek taki posiada grunt szczerości nierozpoznawalnej, gdyż nigdy ona nie bywa kwestionowaną lub możliwą do zakwestyonowania. To tworzy treść najpierwszą istoty Mirabeau, Mahometa, Cromwella, Napoleona, wszystkich, jednem słowem, wielkich ludzi, o jakich kiedybądźkolwiek słyszałem. Niezliczone figury pospolite rozprawiają, popisują się tu i owdzie ze swojemi doktrynami pospolitemi, do których posiadania — z drugiej ręki — doszli drogą logiki, rutyny: w oczach wielkiego człowieka wszystko to jest jeszcze niczem. Trzeba mu prawdy, prawdy, którą odczułby jako prawdziwą. Jakżeż inaczej się on ostoi? Cała dusza jego w każdej chwili i na wszelkie sposoby powtarza mu, że niema innego sposobu ostania się. Znajduje się on wobec konieczności wzniosłej bycia prawdziwym. Poglądy Johnsona na świat tak samo nie są mojemi, jak i poglądy Mahometa, lecz widzę w sercu jednego i drugiego wieczny pierwiastek szczerości i raduję się, widząc, że myśli jednego i drugiego nie pozostały bez skutku. Myśli ich nie były zasiewaniem słomy; tkwiło w nich coś, czemu gleba mogła kazać urość.
Johnson był prorokiem dla swego ludu, opowiadał mu ewangelię swoję, jak czynią to zawsze wszyscy jemu podobni. Najwznioślejszą z opowiedzianych przezeń ewangelij możemy określić jako rodzaj oględności moralnej: zastanawiajcie się dobrze, jak postępować macie „w tym świecie, gdzie tak wiele pozostaje do zrobienia, a tak mało do dowiedzenia się!“ Zasługuje