Strona:Thomas Carlyle - Bohaterowie.pdf/27

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została skorygowana.


krytycy, też zrobić nie mogli! Jest to pożałowania godne. Czas go wezwał! Niestety, znamy epoki, które wielkim głosem wzywały swego wielkiego człowieka, a znaleźć go nie mogły, bo go nie było, bo go Opatrzność nie zesłała, i epoka, wzywając go z całej siły, musiała runąć w chaos i gruzy, albowiem ten wzywany przyjść nie chciał.
Jeśli bowiem tylko zechcemy nad tem pomyśleć, to ujrzymy, że żadna epoka nie byłaby skazana na niechybną zagładę, gdyby tylko zdołała znaleźć człowieka dość wielkiego, dość dobrego, dość mądrego, aby dostrzegł, czego mianowicie dana epoka potrzebuje, — mężnego, aby potrafił prostą drogą poprowadzić do celu: w tem oto zbawienie wszelkiej epoki. Epoki zamierania i pospolitości, ze swą niewiarą i nędzną rozpaczą tudzież niepokojem, ze swemi cechami wątpliwemi, cechami zamierania, ze wszystkiemi okolicznościami krępującemi, epoki, w proch się rozsypujące, staczające się po stopniach coraz gorszych i nędzniejszych rozpaczy ku ruinie ostatecznej, epoki te, powtarzam, przypominają według mnie drzewa martwe, oczekujące błyskawicy z niebios, któraby je zapaliła. Wielki człowiek, ze swobodną swą siłą, wprost od Boga pochodzącą, jest tą błyskawicą. Słowo jego — to słowo zbawcze, w które wszyscy uwierzyć mogą. Uderzył — i wszystko płomienieje dokoła niego, zmienione w podobny do jego własnego ogień. Te suche, spruchniałe, w pył się rozpadające gałęzie powołały błyskawicę — myśli ten i ów. Niewątpliwie, potrzebowały jej one bardzo, ale powołać!... — Zdaje mi się, że bardzo niedaleko widzącymi krytykami są ci, co wołają: „Patrzcie, czyż to nie drzewo wytwarza