Strona:Thomas Carlyle - Bohaterowie.pdf/202

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została skorygowana.


wielkiem zbiegowiska ludu,“ Luter dokonał tego kroku oburzenia i „u wrót Elstery w Wittembergu“ spalił dekret ogniowy papieża. Wittemberg spoglądał na to „z okrzykami,“ spoglądał na to świat cały! Był to okrzyk przebudzenia się narodów. Sercu niemieckiemu, spokojnemu, skromnemu i wielce cierpliwemu, sprzykrzyło się już wreszcie to wszystko. Dość już długo panował formulizm, papieztwo pogańskie i wszelki inny fałsz, tudzież pozory zepsuto: tu znów zjawił się człowiek, co się ośmielił wszystkim ludziom powiedzieć, że świat boży nie na pozorach, jeno na rzeczywistościach spoczywa, że życie prawdą jest, nie zaś kłamstwem!
W gruncie rzeczy, jak powiedzieliśmy to już wyżej, winniśmy widzieć w Lutrze proroka-kruszyciela bałwanów, który zwrócił ludzi ku rzeczywistości, co jest wogóle dziełem wielkich ludzi i nauczycieli. Mahomet mówił: bałwany wasze — to drewno; smarujecie je woskiem i oliwą, a muchy do tego lgną potem: powiadam, nie Bóg to wcale, lecz drewno czarne! Luter zaś mówił do papieża: to, co zowiesz grzechów odpuszczeniem, jest tylko świstkiem papieru zapisanego — i niczem więcej, jak i wszystko, co do tego jest podobne. Sam Bóg tylko ma moc grzechów odpuszczania. Czyż papieztwo, ojcowstwo duchowe kościoła bożego ma być próżnym pozorem z sukna i pergaminu? Jest to rzecz olbrzymio groźna. Kościół boży nie należy do pozorów; niebo i piekło nie są pozorami. Tego się trzymam, kiedy mię do tego zmuszacie, i tego się trzymając, ja, biedny mnich niemiecki, silniejszym się czuję od was wszystkich. Jam samotny, bez przyjaciela, lecz posiadam prawdę bożą,