Strona:Teofil Lenartowicz - Nowa lirenka.djvu/98

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


Niby wietrzyk słodko wieją
W nieprzerwanéj polnéj głuszy,
Ale wiatrem, nie nadzieją,
Jakoś brak im duszy.

Dawniéj było, wyjdę z rana
Nacieszyć się wonnym rankiem,
O niedoli, dana, dana!
Śpiewa Kuba z Jankiem.

Jeszcze echa nie przebrzmiały,
Już się gonią drugie, trzecie,
Stoi hułan na widecie
Słychać w chatce małéj.

Przyjdzie wieczór, wśród wieczora
Z rozrzewnieniem a spokojem,
Na tém twardém szczudle mojém
Ktoś nuci ze dwora.

A ja słucham, nic nie robię,
Co mam robić to odwłóczę,