Strona:Teofil Lenartowicz - Nowa lirenka.djvu/47

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.
— 39 —

A schlebia próżnéj dumie człowieka,
Że aż się Pana swego wyrzeka.
O Królu świata! na jasném niebie,
Co tak w wielkości ukryłeś siebie,
A kiedyś zstąpił zmyć nasze grzechy,
To w najuboższéj ukryciu strzechy,
Żeby nad wszystko podnieść pokorne;
Spojrzyj, o Panie! na rady zborne,
Na pany świeckie, duchowne pany,
Na wszystkie wężem związane stany,
A niech Twój anioł wzrok im przemyje;
I znów upada, i znów się bije. —
Więc gdy król w progi wstępował mnicha,
Uczuł, że dłoń go jakaś odpycha
Chociaż nie było żywéj istoty;
Tylko po ścianie snuł się cień złoty
Z miejsca na miejsce.

Tak raz i drugi,
Aż Święty pacierz zakończył długi,
Powstał, i wodą z prostego dzbana
Co w kącie chaty stała źródlana,