Strona:Teofil Lenartowicz - Nowa lirenka.djvu/48

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.
— 40 —

Spieczone usta nieco opłukał,
Kaptur narzucił — wtém król zapukał,
I za próg chaty ciała połową,
Nieśmiałą nogą, ciekawą głową
Wsunął się lekko, pochylił czoła,
Ubogą chatę przejrzał do koła
Ażali z obcych nie ma nikogo.
Jedyne zielsko między podłogą
Wyrosło sobie nie przeszkodzone,
Porozwijało pręty zielone,
I daléj wije — więc grzyby ścienne,
A zresztą wszystko umarłe, senne.
Święty pod oknem odzian kapturem,
Zdał się nie człekiem, ale marmurem.
Wtém król zagada. — Witamy radzi,
Kogóż tak późno Bóg nam prowadzi?
— He, to my grzeszni, lecz w dobréj sprawie
Chciejcie nas tylko słuchać łaskawie.
Oto świadomi jakoście dbały
O rozszerzenie Chrystusa chwały,
Równie gorliwi o świętą wiarę,
Przynosim z sobą małą ofiarę. —