Strona:Teofil Lenartowicz - Nowa lirenka.djvu/166

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.
— 150 —

Aże to całe Królestwo żyje,
To nie przez żadne mądrości czyje,
Ale dla jednéj staruszki wiesnéj,
Która gdzieś siedzi w wiosce zalesnéj;
Gdzie wypłakawszy swych oczu dwoje,
Z których wybiegło łez krwawych zdroje,
Ciemna i drżąca jak liść osiki,
Prowadzi żywot odludny, dziki,
Pod modrzewiowym kościołem siada,
I różne rzeczy dzieciom powiada.
Tak że się przy niéj i starzy kupią,
I zwą ją świętą, i zwą ją głupią,
I opętaną i czarownicą,
Przez złość jéj czasem plują na lico;
A ona ślinę otarłszy z twarzy,
Wyciąga ręce do tych nędzarzy.
Jak kokosz kiedy ziarnko wybierze,
Wytrząsa szmaty jak skrzydeł pierze,
I woła na nich ze wszystkiéj mocy:
Przyjmcie ostatni grosik sierocy.