Strona:Teofil Lenartowicz - Nowa lirenka.djvu/161

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.
— 145 —

I Święty Marcin na białym koniu,
Po zaśnieżoném przejeżdża błoniu,
Patrząc po stronach, na biednych zwłaszcza,
Którym rozdaje po szmacie płaszcza,
Dla każdéj nędzy co przed nim stawa,
Srebrnego płaszcza kawał odkrawa. —

I tak się Święta praca wciąż snowa,
Jak z ust poczciwych serdeczne słowa. —

To odpoczynku w niebiosach nie ma,
Tylko w ciąż robią lato, czy zima?
Ani na Wilję przy sianku żłóbka
Nie siada żadna srebrna osóbka,
To jakże w Niebie?...

Górą czy dołem,
W Święto się wszystko robi Kościołem,
Niebo się stroi w najbielsze róże,
Anioły w dole — Anioły w górze,
W niebieskich szatach przeszytych złotem;
Potem Biskupi, pasterze potem,