Strona:Teofil Lenartowicz - Nowa lirenka.djvu/124

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


I filozofii księgę, co na jedno schodzi,
Mądrość w literze, która ni grzeje ni chłodzi.

Tam Kaligula na mnie patrzy z końca sali,
Stąd mnie ściga piekielny uśmiech Karrakali,
Którego samo imię jak ryki złowieszcze,
Przez umarłych miliony przebija się jeszcze.
Trajan, podobien wiedmie z kozłem na rozprawie,
Znać że z szatanem dużo przegwarzył o sławie;
Wziął sławę, na kolumnę wstąpił marmurową
I przepadł w wietrze, starty nogą Chrystusową;
Zostały tylko świadki wykute w marmurze,
Niewola jak posucha i wojny jak burze,
Niewola Sławianina i chrześcian pęta,
Krótkich dni marna sława i pamięć przeklęta.
Cycero z swym kodeksem i dumną postawą
Przypomina mi każde stanowione prawo,
................
................
A w pierwszéj sali oto leży brat przyrodny,
Jedyny części w całym Kapitolu godny,