Strona:Teofil Lenartowicz - Nowa lirenka.djvu/108

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


Héj! albo zagram — i już dudkę trzyma,
Koza pod pachą wnet mu się wydyma;
Dwoma różkami do muzyki stawa,
I przyrodzony wdzięcznie bek wydawa.
Tymczasem dudki przez cieniuchną szyjkę,
Tną krakowiaki albo kołomyjkę,
A dudarz patrzy jak tańczą poczciwi;
Puści i kozy, beczeniu się dziwi.....
Albo rozdąwszy nozdrza na wiatr świeży
Łowi szum wichru co po górach bieży,
I mgły w dolinach ciągnące rozgania,
Po szarych bokach Mnicha i Krywania.
Gdzie jaki szałas czy chałupa bacy
Już on tam pewnie nie poskąpi pracy,
Choćby najwyżéj, zajdzie i zabeczy,
Jako jedyny do dudarskiéj rzeczy.
Zawsze wesoły, witany z weselem,
Dziewcząt i chłopców zwie się przyjacielem,
Radby pożenił wszystkie nieżonate;
Toż kiedy z kozą przychodzi przed chatę,
To jakby mówił wiadomemi znaki:
Héj! wy chłopaki, dalibóg chłopaki.....