Strona:Teodor Jeske-Choiński - Poznaj Żyda!.djvu/61

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


Nie zdziałały nic próby asymilatorskie imperatorów rzymskich, nic życzliwość Wizygotów i Maurów, nic miłość frankońskich i burgundskich władców. Żyd, zamiast zbliżać się do swoich przyjaciół i dobrodziejów, oddalał się od nich tem więcej, im mocniejszym się czul, pewniejszym siebie. „Wybraniec,“ „osobliwy,“ „święty“ podnosił zawsze butnie głowę, ilekroć się przestał bać silniejszego. A po — trząsając głową, obrażał nierozważnie uczucia religijne swoich gospodarzów, wydrwiwał ich wiarę, obryzgiwał ich świętości, zapomniawszy w swojej megalomanii, że był wszędzie słabszym, że goje byli wszędzie od niego mocniejsi liczbą i że im się jego bezmyślna arogancya może z czasem sprzykrzyć.
Jakoż przykrzyło się „wybraństwo“ żydowskie od czasu do czasu innowiercom, nie samym tylko chrześcijanom, bo także poganom i mahometanom, a wówczas wybuchały t. zw. pogromy.
Już pierwsze zaburzenie przeciwżydowskie (w r. 415 po Chr.) było odruchem gniewu obrażonych uczuć chrześcijan.
Wzmógłszy się i zbogaciwszy pod łagodnemi rządami imperatorów rzymskich (aż do Teodozyusza II) spysznieli i zaczęli chrześcijan wyszydzać. Z tego powodu powstało w Aleksandryi (egipskiej) zbiegowisko ludu, które skończyło się grabieżą i wypędzeniem Żydów z miasta. Taki sam pogrom sponiewierał ich równocześnie w Syryi i Palestynie.
Mimo tę naukę, ten krwawy odwet, przedrzeźniali Żydzi obrzędy wyznawców Chrystusowych.