Strona:Teodor Jeske-Choiński - Poznaj Żyda!.djvu/233

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


umieć się wygramolić, wywindować na krzesło prezydyalne któregoś z liczniejszych stronnictw, aby zasiąść na jakiś czas w fotelu ministeryalnym. Nic nie szkodzi, że splendory ministerskie bywają w Austryi, we Francyi, w Hiszpanii, w Anglii obecnie bardzo krótkotrwałe. Na pociechę daje się kilkomiesięcznemu ministrowi tytuł ekscelencyi, dożywotnią pensyę, no, i satysfakcyę, słodkie wspomnienie choćby najkrótszej władzy. I to coś warte, zwłaszcza, że zdobyte zwykle tanim kosztem polityki partyjnej.
Wdrapują się w Galicyi na drabinę karyery politycznej nawet zdolniejsi profesorowie uniwersyteccy, zamiast pilnować nauki, książki, co jest ich przednim obowiązkiem.
Polityka pochłania połowę energii i zdolności Galicyan, drugą zaś połowę zużywa pasya biurokratyzmu, którego szablonowe, maszynowe zajęcie nie wytwarza ani inicyatywy, ani rzutkości. Każdy urzędnik z wyjątkiem naczelnika władz staje się z czasem wszędzie, jako ten znużony koń w kieracie, chodzący ciągle w kółko. Odrabia „kawałki“, czeka zrazu niecierpliwie, potem cierpliwie na podwyżkę pensyi, na awans, na złoty, czy tam inny kołnierz i na tem kończą się wysiłki jego inteligencyi.
Potrzebny on machinie rządowej, w rozwoju jednak wewnętrznym społeczeństwa przedstawia bardzo wątłą siłę.
Galicya roi się od biurokratów polskich i żydowskich. Kto nie czuje się na siłach wydobyć się na