Strona:Teodor Jeske-Choiński - Poznaj Żyda!.djvu/218

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


nego świadectwem słabości, ciasnoty jego umysłu. Zdawkowy ten frazes onieśm4elił przeciętnego inteligenta, chcącego uchodzić za niezawisłego myśliciela, nauczył go albo ukrywać wstydliwie ową „słabość“, ową „ciasnotę“, albo przyznawać się jawnie do bezwyznaniowości.
A potem kler... Był on solą, pieprzem w oku nie tyle polskiego pozytywisty, ile żydowskiego postępowca. Naturalnie! Bo kler ociera się ciągle, bezpośrednio, najbliżej o szerokie masy ludu i może „postępowi“ dużo zaszkodzić.
I jeszcze szlachcic, raczej ziemianin... Dwór wiejski jest najstarszą, najtrwalszą skarbnicą tradycyi historycznych — czyli w pojęciach „postępowych“, mchem porosłym mamutem, urodzonym zacofańcem i t. d.
Przeto trzeba księdza i ziemianina zepchnąć z jego stanowiska, odsunąć go od rządów moralnych społeczeństwa.
Robili to systematycznie pozytywiści, a wtórowali im głośno żydowscy oświeceńcy, zacierając z radości ręce. Pierwszy lepszy gazeciarz, mający o wsi i jej warunkach takie wyobrażenie, jakie ma analfabeta o filozofii, uczył księdza i ziemianina gospodarstwa i postępowania z ludem.
Do tej wiązanki minusów polskiego pozytywizmu należy jeszcze dodać apoteozę t. zw. niezawisłej etyki, walki o byt i mrzonkę asymilacyi żydowskiej (Orzeszkowa, Swiętochowski, Bałucki i in.).
Młodzież, jak każda młodzież, lgnęła do nowinek, wybierając z nich najjaskrawsze.