Strona:Tadeusz Jaroszyński - Oko za oko.djvu/93

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.




Pan Szeliga urwał nagle i przybrał minę zafrasowaną, czem, nawiasem mówiąc, wypaczył mocno zasadniczą linję swego stylu.
Był to doskonały typ ziemianina, jaskrawo podszytego sportsmenem. O ciemnej, opalonej od słońca cerze, o wyczernionym, do góry poddartym wąsie, o oku śmiałem, ostrem, a mocno przekrwionem, robił wrażenie zawołanego koniarza i pierwszorzędnego myśliwego. Całem swojem, nie pozbawionem znamiennych cech pańskości, zachowaniem się, wyszukanem ugrzecznieniem w słowach, przy lekceważącej wyniosłości tonu, zdradzał wybitną pewność siebie. Mógł mieć lat około pięćdziesięciu i zapewne przeszłość bogatą w przeżycia intensywne różnej natury, a ztąd tytuł niewątpliwy do wytrawnej swobody w stosunkach z ludźmi wszelkiego stanu. Dlatego też frasobliwość owa nie harmonizowała z całością postawy gentlemana i, z kolei, skrzywiła Mroczkowi linję jego dedukcji, niesłychanie dotychczas ścisłych i konsekwentnych.